W dobie kryzysu, kiedy to niektore jednostki narzekaja, ze jest zle i ogolnie wszystko nie tak, jak sie okazalo jak ktos chce, to jednak moze i w pracy (jednej z wielu zreszta) dostalem awans. Skutkuje on polepszeniem mojej ulubionej rzeczy zwiazanej z jakakolwiek praca... wyplata! W zwiazku z tym trzeba po przejsciu testu wewnetrznego i okreslenia ogolnego tzw performance trzeba zwiekszyc swoje kwalifikacje kursem. Oplaca go firma, funduje hotel, przejazdy (a wlasciwie przeloty samolotem) i do tego zapewnia samochod i jedzenie. Zyc, nie umierac. Szkolenie odbywa sie w kampusie Birmingham Metropolitan Collage i trwa dwa tygodnie, a to wiaze sie jednoczesnie z koniecznoscia zostania przez ten czas na duuuuzej Wyspie. Natura zwiedzacza i ciekawskie spojrzenie na swiat, nie pozwalaja mi jednak zostac caly czas w hotelu, wiec czas na lowy przygod i wspomnien, a czy tych dobrych to sie okaze. Jesli chodzi o czesc szkoleniowa, to wszystko przebiega wspaniale i zlego slowa nie powiem, bo nie ma na co. No doba... moze sie czepie tylko 'zupy dnia' w hotelu. Pomimo, ze ow hotel to nie byle jaka sprawa, bo Holiday Inn, to zupa dnia jest jak na razie zupa tygodnia. Mniejsza jednak o to, bo nie o zupie ma byc ten wpis (Ola bedzie niepocieszona).
Rozmowy o zagrozeniu.
Na szkoleniu jest 13 osob (tylko dwie osoby z Polnocnej Irlandii - wliczajac mnie rzecz jasna). Nie wszyscy jednak nawiazali jakis wiekszy kontakt i raczej trzymaja sie w grupach zgodnie z podzialem na miasto z ktorego pochodza (bo wtedy razem pracuja). Jest jednak pewna czesc osob, ktore sie nie ograniczaja tylko do swojego terytorium i rozmawiaja z innymi. Tak oto pojawiaja sie dwie jednostki, jedna z Birmingham, druga z Londynu (o reszcie napisze moze w innym wpisie). Uzywac imion nie bede, bo nie sa tutaj wazne. Powiedzmy, ze Pan B jest z Birmingham, a Pan L z Londynu. Wszystko zaczelo sie od Pana L. Jak sie okazalo, do 2002 roku byl on w Polnocnej Irlandii i pracowal jako... zolnierz. 22 lata pracy z karabinem w reku i to nie podczas pokoju, a wlasnie podczas The Troubles (jesli ktos nie wie o co chodzi, to google przyjdzie z pomoca, ewentualnie jakies tam naswietlenie sytuacji dadza filmy na youtube:
film 1,
film 2). Dzisiaj wyglada to nieco inaczej i jest tego zdecydowanie mniej, choc na zdjeciach potrafi to wygladac tak:
Belfast 2011 w moim obiektywie. Rzecz z tym, ze to zdjeciowa sciema, taka sama jak pokazuje to TV. Wszystko polega na wybiorczym podaniu informacji, a jak wiemy media zywia sie sensacja i jak gdzies ladnie kwiatki pachna i jest milo i sympatycznie, to napewno nie zobaczymy o tym informacji w wiadomosciach. Zycie w Polnocnej Irlandii ma swoje plusy i minusy jak w kazdym innym kraju. Roznica polega na tym co odbieramy jako normalne, a co nie. Jako normalne zatem beda patrole w helikopterach, policja uzbrojona po zeby (opancerzone auta, karabiny maszynowe), czy alerty bombowe. Zycie jednak bedzie toczylo sie dalej i do momentu kiedy nie wciskasz nosa w nie swoje sprawy i nie wychodzisz poza blokade policyjna, mozesz czuc sie bezpiecznie. Kumulacja tych informacji moze zdziwic, ale suma sumarum niebezpieczenstwo zycia w takim miejscu moze (dla mnie jest) mniejsze niz przejscie sie ciemnymi uliczkami Warszawy z ipodem w reku. Pan B dziwil sie zatem co ja, Polak robie w takim miejscu i dlaczego je wybralem. Wybor tak naprawde byl przypadkowy. Byl caly lancuszek zdarzen ktore sprawily, ze znalazlem sie wlasnie tutaj i szczerze mowiac jest mi z tym dobrze, a osobom ktore mnie do tego naklonily jestem wdzieczny. Pan L natomiast opowiedzial to i owo co tutaj sie dzialo podczas najwiekszych zamieszek, a wiedza jego jest oparta na tym w czym uczestniczyl, a nie to co widzial z daleka, czy uslyszal z opowiadan. W tym wszystkim byl tez Pan Blf (czyli taki co sie urodzil w Belfascie i nadal tam mieszka). To co jest teraz, to juz tylko od tak dla zabicia nudy. Kiedys bylo dla zabicia przeciwnika. Tak czy siak, wszystko sprowadza sie obecnie teraz do tego, ze spora czesc osob zyje pamiecia o dawnych czasach i nadal sadzi, ze Polnocna Irlandia to totalna dzicz pod wzgledem zachowan (militarnych/terrorystycznych) i najlepsza okazja to tego, by stracic zycie lub conajmniej dorobic sie kulki w kolanie. Tak nie jest. Belfast jest spokojny, tylko czasem pokazuje (pokazuje tutaj ma znaczenie pokazywania, a nie stwarzania jakichs koszmarnych niebezpieczenstw), ze sa jeszcze tacy co pamietaja co sie stalo kiedys. W sumie to takie Jarki Kaczynskie, co jeszcze przez kilka dekad (jak nie wiecej) beda wypominac cos co sie stalo kiedys, zamiast dojsc do jakiegos porozumienia. Racja musi byc, a ta najmojsza jest najsluszniejsza. O!
Zasciankowosc
No i tu pojawia sie zgryz i zdziwienie. Pierwsze tygodnie, a nawet miesiace pobytu w Polnocnej Irlandii pokazywaly jak zasciankowa jest Polska. Malo otwarta na osoby o innym kolorze skory, innej religii, innej orientacji seksualnej. Majac te wszystkie nalecialosci, idac na
'teczowa parade' (tak! ta z gejami, lesbijkami i transseksualistami) mialem nadzieje zlapac na zdjeciach jakies zadymy, walki, kontrmanifestacje z ceglami, itd. Szybko jednak okazalo sie, ze to tylko moje chore, zdeformowane przez Polske podejscie do sprawy homoseksualizmu. Choc sam nie mam nic przeciwko takim osobom, to moje myslenie bylo typowe dla polskich realiow. Zaskoczenie, bo walk nie bylo, przyjemna i mila atmosfera bez wytykania nikomu jego spraw lozkowych, a i hetero mieli co robic na tej paradzie i dobrze sie bawili. Od tamtego czasu rok w rok chodze na ta parade i robie zdjecia, ale juz nie w poszukiwaniu problemu, tylko usmiechu i szczescia. Choc jest tam jakas mala grupka a'la PIS, co to przez megafon musi sobie pokrzyczec, to nikt nie obrywa kamieniami, ani interwencje policji nie sa wymagane. Co lepsze, parada przechodzi nie zwracajac zupelnie uwagi na tych co czuja koniecznosc wyrazenia swojego braku akceptacji na innych. O co jednak chodzi z zasciankowoscia? W Belfascie zyja przeciez Polacy, Chinczycy, Portugalczycy, Hiszpanie, Wegrzy, Czesi, Slowacy, itd. Rzecz polega na tym, ze porownujac to do Birmingham, to jest to maly zascianek Europy, gdzie fakt faktem zjechalo sie troche roznych ludzi i praktycznie nikt nie ma problemu z "tym przyjezdnym", ale to jeszcze nie to. Nie ta Globalna Wioska. Ona dotarla dopiero na Wyspe obok. Muzulmanie, Afroamerykanie, Azjaci... po prostu bosko! Siedze w stolowce na uczelni, przy stoliku obok mnie dwie mlode (staram sie osadzic po rekach, bo widac tylko rece i oczy, reszta zaslonieta) muzulmanki, 2 czarnoskorych "raperow" (wygladaja tak jak przecietny raper z przecietnego teledysku - czarnoskory, obwieszony zlotem, czapka lekko w bok, dresik, adidaski), wraz z nimi jeszcze jakis "bialas" i dwie Azjatki. Boski widok! Nikomu nic nie przeszkadza, nikt nie przywiazuje uwagi do czujegos ubioru, wspolnie rozmawiaja, jedza lunch i wspolnie pojda na zajecia. Dopiero to uswiadamia jak Polska jest jeszcze daleko w tyle jesli chodzi o tolerancje i jak daleko w tyle jest tolerancja na... Belfast. Sa tu przeciez praktycznie te same nacje, ale porownujac ich ilosc, to nadal nie jest ten sam, cudowny dla oka i duszy, mix kulturowy. Gdybym mogl zdecydowac co mozna zmienic w stolicy Polnocnej Irlandii, to bym tu sprowadzil jeszcze wiecej osob o innym kolorze skory niz bialy. Potezna ilosc Hindusow, Czarnoskorych i Azjatow w otoczeniu daje naprawde super mozliwosc dowiedzenia sie z pierwszej reki o ich kulturze, religii, zwyczajach... o wszystkim! Samo Birmingham jesli chodzi o zycie tam jest dla mnie tragedia i ciesze sie, ze tylko na czas szkolenia musze tam byc. Drogi choc cudownie plaskie, to zakorkowane niczym znienawidzona Warszawa. Fotoradar co jedna mile i tu zagwozdka kolejna, bo jak jest 30mph, to ja jade 30, a nawet autobus komunikacji miejskiej mi mruga swiatlami ze za wolno! Co jest do cholery? Wszyscy mnie wyprzedzaja, mrugaja, a znaki mowia "jezdziesz dobrze, a jak przyspiepszysz, to dostaniesz BDZ" (Bardzo Drogie Zdjecie - czyli nie chciane, slabej jakosci foto za ktore i tak zaplacic musisz). Co gorsza, w centrum miasta momentami ograniczenie jest 20mph na drodze glownej, a jak sie z niej zdjedzie na jakas boczna uliczke, to juz 30. O zgrozo! Nic mnie nie zmusi do zasiedlenia takiego miasta. Sprawdzilem w swoim samochodzie jaka mam srednia z ostatnich 1600mil - 41mph i wlicza sie w to zarowno miasto jak i troche autostrad. Srednia z calego tygodnia w Birmingham - 11mph. Nieeeeee! Najgorsze po Warszawie miejsce do jezdzenia samochodem. Dlaczego po Warszawie a nie przed? W Wawie nie ma tyle fotoradarow.
Superman nie umiej juz latac
No tak... idziesz na lotnisko, widzisz pingwiny [czyt: gosci pod krawatem, z aktowka w rece] i jest to standard. Do tego skoro osob ubranych tak jak na codzien, kazda z walizeczka, tez standard. Nagle wylania sie Superman - rowniez z walizeczka. Idzie sobie spokojnie z grupa innych (zwyczajnie ubranych) panow i nikt sobie nie robi z tego jakichs ceregieli, ze wlasnie na lotnisko przybyl Superman i maszeruje dzielnie w kierunku terminala ze swoja walizeczka na koleczkach. No dobra... to pewnie jakis przypadek sobie mysle (bo ow Superman na oko tak ze 35 latek mial) i w koncu kazdy moze czasem zaszalec.

Pojecie 'kazdy' tez nabiera nowego znaczenia (a wlasciwie zaczyna naprawde oznaczac, ze kazdy). Pan w koszuli nocnej dzielnie maszeruje wraz ze swoja obstawa. Nie! To nie ochrona, policja czy personel z wariatkowa. To 5 jego kolegow ubranych w takie same koszulki i spodnie. Jada poimprezowac z okazji wieczoru kawalerskiego. Nie oni sami, bo na lotnisku jest tez 7 pan przebranych za rozowe kroliczki. W barze jeszcze inna grupa panow o cos sie zaklada. Zacnie saczac browarki obstawiaja cos, niestety nie slyszalem o co chodzi. Dosyc glosno rozmawiali, ale lotnikowa strefa knajpowo-bezclowa do najcichszych tez nie nalezy. W koncu jeszcze glosniejsze smiechy i jeden z nich zaczyna na srodku knajpy robic pompki. Moje piwo sie konczy, czas tez i zaraz bedzie moj lot. Wychodze zatem z baru i... kilkanascie osob ubranych na bialo, a pomiedzy nimi... zielony elf. No coz... przetarlem okulary, nadal elf. Piwo bylo tylko jedno, wiec to nie halucynacja. Ot, lotnisko Birmingham International.
PS. Jutro tez tam lece. Hotel ten sam. Ciekawe jaka bedzie zupa dnia. Niech zgadne... znow (nadal?) warzywna? :)